TROCHĘ WIĘCEJ NIŻ HOBBY

Vectra C kontra Passat B6. Kto lepiej zniósł próbę czasu?

Segment średniej klasy przez lata był królestwem Passata. To wokół niego ustawiała się konkurencja. Ale na początku XXI wieku Volkswagen zaliczył kilka poważnych wpadek – z nieszczęsnymi silnikami 2.0 TDI z pierwszych lat produkcji i problematycznymi skrzyniami DSG na czele. I wtedy Opel – być może jak nigdy wcześniej – dostał swoją szansę. Czy z niej skorzystał?

Opel Vectra C Motoholizm

Zanim SUV-y i crossovery przejęły rynek, segment D był miejscem obowiązkowym. Każdy europejski producent musiał tu być. A obecność ta przez długie lata sprowadzała się do jednego: próby dogonienia lidera. Liderem był oczywiście Volkswagen Passat B6 i jego poprzednik Volkswagen Passat B5.

Opel Vectra C Motoholizm

Problem w tym, że na początku XXI wieku Volkswagen zaczął potykać się o własną ambicję. Nowoczesne diesle 2.0 TDI z pompowtryskiwaczami okazały się dalekie od ideału. Wczesne DSG również nie były synonimem bezproblemowej eksploatacji. I właśnie wtedy Opel mógł ugrać coś więcej niż tylko rolę wiecznie drugiego.

Opel Vectra C Motoholizm

Vectra C nie była kolejnym modelem w tabelce Excela.Była próbą zerwania z przeszłością – przeszłością, która kojarzyła się z brązowym kolorem gnijących nadkoli i progów oraz opinią „tego gorszego Niemca”.Właściciele aut z grupy VAG traktowali swoje samochody jak soczyste steki z dobrej jakości mięsa. Opla – jak panierowaną mortadelę. Nigdy tej hierarchii do końca nie rozumiałem. Opel ma piękną historię i stworzył kilka naprawdę świetnych samochodów. Ale taka mentalna drabinka prestiżu istniała.

Opel Vectra C Motoholizm

Model C miał być lepszy pod każdym względem. Przedlift? Powiedzmy szczerze – bywał dyskusyjny. Sylwetka była poprawna, ale przód wyglądał jak projekt kończony o piątej nad ranem przed oddaniem deadline’u.

Opel Vectra C Motoholizm

Po liftingu sytuacja się zmieniła. Reflektory stały się bardziej dynamiczne, zderzak nabrał płynności, a chromowana listwa na atrapie chłodnicy dodała całości elegancji. W tej wersji da się już mówić o atrakcyjności. I co ciekawe – w tej generacji to właśnie liftback GTS jest tym nadwoziem, które broni się najlepiej. Ogromna klapa otwierana razem z szybą dawała nie tylko świetny wygląd, ale i praktyczność, której sedanowi brakowało.

Opel Vectra C Motoholizm

Najważniejsze jednak wydarzyło się pod lakierem. Vectra C była pierwszą Vectrą, w której Opel realnie rozprawił się z problemem korozji. Nadwozie zostało wreszcie w pełni ocynkowane, a zabezpieczenie antykorozyjne stało na zupełnie innym poziomie niż w czasach Opel Vectra B czy Opel Astra F. Dwudziestoletnie egzemplarze – jeśli nie były powypadkowe – zazwyczaj nie rozsypują się od rdzy. W przypadku Opla to był moment przełomowy.

Opel Vectra C Motoholizm

Wnętrze? Tu entuzjazm słabnie. To były czasy ciężkiego plastiku i stylistycznej toporności. Hektary ciemnych tworzyw, głęboko osadzone wyświetlacze, forma podporządkowana funkcji. Finezji brak, ale ergonomii odmówić nie sposób. Pod maską – benzynowy kompromis. 1.8, 140 KM, bez turbiny. Czysta, klasyczna mechanika. Silnik nie obiecuje emocji i nie wybucha momentem obrotowym jak jednostki doładowane, ale rozwija moc liniowo i przewidywalnie. Nie jest to auto do wyścigów spod świateł, ale w trasie, przy stałej prędkości, sprawdza się bardzo dobrze. Zawieszenie – klasyczny McPherson z przodu i wielowahacz z tyłu – daje rozsądny balans między komfortem a pewnością prowadzenia. To nie francuski dywan, ale też nie niemiecka deska.

Opel Vectra C Motoholizm

I tu dochodzimy do sedna. W momencie gdy Volkswagen eksperymentował, wprowadzając niedopracowane rozwiązania jak wczesne 2.0 TDI czy pierwsze DSG, Opel w Vectrze C wreszcie postawił na solidność.

Mniej efektownie. Mniej prestiżowo. Ale być może rozsądniej. Dlatego dziś, po dwóch dekadach, pytanie nie brzmi już:
„Który był bardziej pożądany?” Tylko: który lepiej zniósł próbę czasu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *