
Do czego można się posunąć w swojej fascynacji motocyklem? Czy ta Hayabusa zmieni kiedyś właściciela? I dlaczego ma tak długi wahacz? Tego wszystkiego dowiecie się za chwilę.
O czym myślicie na hasło Suzuki Hayabusa? Najszybszy motocykl świata? Pierwszy seryjny, który przekroczył 300 km/h? A może staje wam przed oczami jego kontrowersyjna stylistyka, lub telewizyjna reklama, w której pojawił się wraz z wędrownym sokołem w drugoplanowej roli?

U naszego dzisiejszego bohatera – Jarka, na to samo hasło jako pierwsza pojawia się myśl: Hayabusa? Motocykl moich marzeń.
Jego fascynacja tym modelem rozpoczęła się dawno temu wraz z wejściem na rynek pierwszej generacji Hayki. Na swój własny egzemplarz musiał jednak jeszcze poczekać. Po latach pierwsza wersja, która wreszcie stanęła w jego garażu utwierdziła go w przekonaniu, że to jest sprzęt, na który czekał całe życie. Przesiadka na druga generację, którą możemy oglądać na zdjęciach była spowodowana głównie względami estetycznymi. Po prostu Jarkowi zdecydowanie bardziej podobają się kształty nowszej odmiany.

Początek przygody z motocyklami rozpoczął się dla Jarka podobnie jak dla wielu z nas, od motorynki. Później był skuter o sporo większych od małego Rometa Pony możliwościach, aż w końcu przyszedł czas na poważne maszyny. Drogę ku sportowym maszynom jako pierwszy przecierał Kawasaki ZZR 600, który dla młodego, zaledwie 16 letniego motocyklisty był, jak sam właściciel przyznaje po latach, zbyt szybkim i narażającym go na poważne ryzyko pojazdem. Nietrudno sobie wyobrazić co buzujące hormony nastolatka i przeświadczenie o nieśmiertelności mogą uczyć w połączeniu ze 100 konnym ścigaczem, który rozpędza się w mgnieniu oka do setki, a chwilę potem zasuwa już z 2x większą prędkością.

Osiągi obecnie dosiadanej Hayabusy po latach jeżdżenia na szybkich motocyklach nie są już tak szokujące, ale nadal robią olbrzymie wrażenie. Zwłaszcza, że po wprowadzonych modyfikacjach powinna ona posiadać w ramie blisko 220 KM. Nawet seryjne osiągi tj. niecałe 3.6 sekundy do setki i mniej niż 7 sekund do 200km/h robią wrażenie. Tu nie ma żartów. Przy takiej mocy skok adrenaliny przeżywa się właściwie podczas każdej przejażdżki, a wtedy rozsądek może ustępować miejsca ułańskiej fantazji.

Jarek przyznaje, że są mu obce pokusy jeśli chodzi o jazdę na 2 kołach, a czasem także na jednym. Między innymi z tego powodu postanowił znacznie przedłużyć wahacz w swoim Suzuki. Teraz nawet kiedy przyjdzie mu ochota na wheelie spod świateł kończy się to paleniem gumy i co najwyżej uślizgiem tylnego koła. Co jak się okazało jest przynoszącym bardzo dużo frajdy skutkiem ubocznym.

A ostatecznym powodem, dla którego długi wahacz zostanie już w tym sprzęcie jest dla właściciela jego atrakcyjny wygląd. Nawet ci, którzy niekoniecznie podzielają gust Jarka oglądają się za nietypowym ścigaczem, czemu miałem okazję przyglądać się osobiście.

Wygląd, przyspieszenia, podatność na modyfikacje i legenda niegdyś najszybszego motocykla świata – to wszystko sprawia, że Jarek deklaruje, że ten czarno-pomarańczowy pocisk zostanie z nim na zawsze. I chyba nie rzuca słów na wiatr, czego dowodem jest tatuaż na ręki, który przedstawia…Suzuki Hayabusę. Trudno o większy dowód oddania i fascynacji.

Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej o szczegółach tej Haybausy, poznać sposób Jarka na zarobienie pieniędzy na motocykl, a także pooglądać go w akcji na drodze to zapraszam do filmu pod spodem.
