
Poznajcie Tomka i Olę, którzy postanowili spędzić jedne ze swoich wakacji wybierając się z Polski do Albanii enerdowskim, ponad 30 letnim samochodem. Co mogło pójść nie tak?
Lubię ludzi, którym się chce. Chce się robić coś poza wykonywaniem swoich podstawowych obowiązków, poza zarabianiem na życie, chce się pielęgnować hobby, chce się znosić niewygody, żeby móc zapisać w pamięci jakąś przygodę. Z takim ludźmi lubię przebywać i rozmawiać, takich ludzi lubię spotykać. Tym razem spotkałem Tomka i Olę.

Tomek i Ola są parą. Po całym roku wykładów na uczelniach i pracy zawodowej mogliby chcieć spędzić wakacje na leniwym nicnierobieniu, leżąc na jakimś pomoście nad mazurskim jeziorem, albo na plaży w Mielnie, ewentualnie imprezując w tamtejszych dyskotekach. Ale oboje zgodnie stwierdzili, że chcą odwiedzić Albanię. I nie jest to zbytnio szokująca decyzja, wszak ten bałkański kraj w ostatnim czasie zaczyna być odwiedzany przez coraz szersze grono turystów, znudzonych plażami Chorwacji, Turcji, czy Egiptu. Różnica polega na tym, że postanowili się tam wybrać niemieckim Wartburgiem…

Zacznijmy od tego, że albańska eskapada był do pewnego stopnia zorganizowana ponieważ odbyła w się w ramach wyjazdu z Rajdem Koguta. Jest to największa charytatywna impreza samochodowo-graciarska, która zbierając wśród uczestników środki na szczytny cel dodatkowo daje im okazję odbycia podróży co roku do innego miejsca docelowego. W tym roku wybór padł właśnie na Albanię.

Można się domyślać, że użycie w takiej trasie enerdowskiego przeboju motoryzacyjnego tj groszkowego Wartburga nie obyło się bez przeszkód. Niegdyś bardzo pożądany w Polsce wóz, z naszej perspektywy jakby nie było zachodni, ma już przecież ponad 30 lat. I rzeczywiście, pierwsza przeszkoda pojawiła się już przy wyjeździe z domu, współpracy odmówił rozrusznik. Na szczęście Tomek i Ola zaprosili do wspólnych wojaży jeszcze jedną parę i wspólnymi siłami właściwie od samego początku pobudzali oni auto do życia za każdym razem na tzw pych. Najciekawiej wyglądało to w centrum Dubrownika, gdzie pchany ulicami zielony samochód odwracał uwagę od super samochodów jadących sąsiednimi pasami.

Trochę kłopotów sprawiała nawigacja, która zniknęła z telefonów po przekroczeniu granic Unii Europejskiej co odrobinę zaskoczyło naszych bohaterów, ale po zakupie karty lokalnego operatora wszystko wróciło do normy. Na szczęście wesoła ekipa w duchu tego szczególnego rajdu przygotowała się również na wytyczanie trasy za pomocą tradycyjnych map.

Ola przyznaje, że ten wyjazd nauczył jej dystansu do napotykanych problemów i tego, że w życiu nie wszystko, albo nawet bardzo niewiele da się przewidzieć. Ale to nie powód, żeby rezygnować ze swoich, czasem bardzo ambitnych, a dla niektórych być może mało rozsądnych planów.Tomek z kolei był spokojny o największy potencjalny problem, czyli o mechaniczne przeboje z Wartburgiem. Albania jest światową stolicą używanych Mercedesów, ale także Volskwagenów, a jak wiadomo ostatni model enerdowskiego sedana posiadał po maską serce z jednego z najpopularniejszych aut świata – Golfa więc znalezienie do niego części czy nawet całego silnika na miejscu w Albanii nie byłoby pewnie wielką sztuką. Na szczęście nie było takiej potrzeby.

Poza tym Tomek wychowany przez ojca – pasjonata motoryzacji był otoczony starymi pojazdami od zawsze, Mimo że były to bardziej wozy militarne, to nauczony podstaw mechaniki i radzenia sobie z trudnościami w warunkach nierzadko poligonowych był spokojny o ewentualne awarie Wartburga.

Zarówno Ola jak i Tomek ani razu nie żałowali decyzji o wyjeździe na albański Złombol. Co więcej, polecają taką formę spędzenia wolnego czasu każdemu kto ma choć odrobinę benzyny we krwi i ochoty na niecodzienna przygodę.
Jeśli macie ochotę zobaczyć tą sympatyczna parę na filmie to zapraszam do linku poniżej. A pod filmem więcej zdjęć dzielnego Wartburga.









