Jak sprawuje się 65 letni motocykl? Czy na przejażdżkę nim trzeba zabierać worek części zapasowych? Czy remont i utrzymanie takiego sprzętu to duże wyzwanie?
Dzięki uprzejmości Pawła, właściciela tego pięknie utrzymanego motocykla możemy dziś znaleźć odpowiedzi na te pytania.

Ale zacznijmy od początku.
Historia modelu

IŻ 49 jest konstrukcją powstałą krótko po II wojnie światowej, opartą na wcześniejszym modelu fabryki z Iżewska tj. Iż-u 350. Ten motocykl z kolei za przyczyną reparacji wojennych czerpiący garściami z rozwiązań niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego był właściwie kopią DKW NZ 350-1. W pierwszych latach produkcji używano nawet oryginalnych półfabrykatów.

Wyposażenie IŻ-a 350 w nowe zawieszenie ze sportowego, crossowego 350-S spowodowało poprawienie komfortu jazdy. Zastosowano również inne usprawnienia techniczne, dzięki którym fabryczną gwarancję przedłużono z przebiegu 2 000 do 10 000 km, lub 18 miesięcy. Opracowanie dokumentacji produkcyjnej motocykla zakończono w roku 1949, stąd nazwa nowego modelu. Pierwsze IŻ-e 49 wyjechały jednak z fabryki dopiero dwa lata później.
Marzenie z młodości

Paweł zamarzył o IŻ-u w 95 roku, kiedy jako nastoletni chłopak natknął się na artykuł o tej maszynie w „Świecie motocykli”. Tekst i zdjęcia zrobiły na nim tak duże wrażenie, że nie tracąc ani chwili rozpoczął poszukiwania swojego egzemplarza. Okazja do zakupu pojawiła się rok później. Niejeżdżąca, niekompletna 49-tka ze stojącym w silniku tłokiem, na zniszczonych oponach i naturalnie z nieodłączną brązową towarzyszką wszystkich starych pojazdów zajmowała od tej pory wszystkie wolne chwile nowego właściciela. Remont zakończył się pełnym sukcesem. IŻ powrócił na drogi i zaczął zabierać człowieka, który uratował go przed złomowiskiem na wycieczki po całej Polsce, między innymi na Mazury. Dla kilkunastoletniego Pawła były to wtedy wyprawy życia.

Tamta restauracja nie należała do łatwych. Bazary motocyklowe czy wymiana między podobnymi pasjonatami były jedyna szansą na zdobycie potrzebnych części. Pocztą pantoflową dowiadywano się, że ktoś, gdzieś na końcu Polski miał znajomego, który widział u kolegi ten czy inny element potrzebny do naprawy. A potem trzeba było trzymać kciuki, żeby wysłana paczka nie zaginęła gdzieś na poczcie. Dziś, w dobie internetu, natychmiastowego dostępu do informacji, przesyłek docierających do nas w mniej niż 24 godziny i w rzeczywistości istnienia nieskończenie wielu internetowych grup zrzeszających zainteresowanych konkretnymi markami czy modelami osób taki remont wydaje się być o wiele prostszym zadaniem.

Silnik / skrzynia biegów
IŻ 49 napędzany był od początku dwusuwowym silnikiem o pojemności 350 cm 3 i mocy 10,5 KM. Na ówczesne czasy nie było to mało, trzeba również pamiętać, że motocykl ten należy do klasy maszyn średnich i jego waga wynosząca 160 kg nie była przytłaczająca przy takich parametrach. W przenoszeniu mocy na koło bierze udział skrzynia biegów o czterech przełożeniach z ciekawym, zdublowanym systemem ich zmiany. Biegi można wybierać zarówno stopą jak i ręką, za pomocą umieszczonej z prawej strony baku bardzo wygodnej dźwigni.

To rozwiązanie było stosowane z praktycznych powodów. Po pierwsze przy jakiejś mechanicznej usterce dźwigni dolnej zostawała możliwość zmiany dźwignią górną i odwrotnie. W IŻ-ach wyposażonych, jak tu, w wózek boczny zmiana ręczna stawała się wygodna, a w sytuacjach brnięcia w głębokim błocie czy śniegu, kiedy niejednokrotnie trzeba było zsiadać z motocykla wręcz niezbędna. Trzeba pamiętać, że w latach produkcji IŻ-a 49 jazda w takich warunkach była właściwie codziennością.

Właściciel opisuje swój motocykl jako niezawodny. Zadbanie o odpowiednią mieszankę paliwową oraz właściwie naciągnięty i nasmarowany łańcuch są przeważnie jedynymi czynnościami, które musi wykonywać.
Zawieszenie
Zastosowany z przodu widelec teleskopowy i tylne zawieszenie ze sprężynami i hydraulicznymi amortyzatorami stanowiło przyjemną modyfikację w stosunku do modelu 350. Dzięki takiemu rozwiązaniu jazda po bezdrożach i wszelkiego rodzaju wertepach stawała się nie tylko znośna, ale wręcz komfortowa. Motocykl niemal pływał po nierównościach. Oczywiście na tle dzisiejszych standardów precyzja prowadzenia pozostawiała, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia, ale zdecydowanie była to zmiana na lepsze. Bębnowe hamulce całkiem nieźle dawały sobie radę z motocyklem w wersji solowej. Jednak po dodaniu wózka bocznego i załadowaniu zestawu, jak to się często zdarzało ponad wszelkie normy produkcyjne, stawały się co najwyżej spowalniaczami.

Jazda
Prowadzenie tak starego motocykla to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Na początek odpalanie. Większość z nas po latach grzechotania rozrusznikiem przy pomocy kciuka odzwyczaiła się już od uruchamiania silnika kopniakiem. W IŻ-u jest to jednak bardzo łatwe. Wystarczy zdecydowany ruch nogą, żeby dwusuwowy motor zaczął miarowo pyrkać na wolnych obrotach.

Zajęcie miejsca za sterem jest łatwe, aczkolwiek ci z nas, którzy zawiesili na jakiś czas dietę mogą szybko wykorzystać pełnię zakresu amortyzacji sprężyn pod siedzeniem i dobić do ich podstawy. Pozycja siedząca jest wyprostowana, ale nie wszystkim będzie pasowało rozłożenie dźwigni zmiany biegów i hamulca. Z pewnością premiuje ono niższych motocyklistów. Zapewne wymaga to przyzwyczajenia.

Po ruszeniu trzeba przede wszystkim przyzwyczaić się do obecności wózka bocznego. Ocena szerokości takiego zestawu nie wymaga specjalnych umiejętności, wystarczy być uważnym. Za to skręcanie, zwłaszcza w prawo wymusza żebyśmy zapomnieli o nawykach nabywanych przez lata. Żadnego przechyłu, żadnego składania się w zakręt. Motocyklem z koszem można za to robić sztuczki w solówkach niedostępne, jak choćby unoszenie koła wózka i jazda jednym śladem. Z doświadczonym „wózkarzem” za sterem będzie to wyglądało efektownie, ale próba zbyt szybkiego wejścia w zakręt w przypadku nowicjusza może spowodować, że mówiąc wprost nakryjemy się koszem. Zatem ostrożnie.

Dźwięk silnika zbliżony jest trochę do tego co wydobywało się z tłumików motocykli rodzimej produkcji, z WSK-ą na czele. Biegi trzeba zmieniać zdecydowanie, przerwy między poszczególnymi przełożeniami wydają się w stosunku do współczesnych maszyn niemiłosiernie długie. Przy redukcji jest łatwiej. Znalezienie biegu jałowego w zdecydowany sposób ułatwia ręczna dźwignia z wyraźnie zaznaczonym zerem.
Dawca uśmiechów

Paweł w młodości wyszukał tego IŻ-a dla siebie, z myślą o jeździe w pojedynkę. Trzeba przyznać, że w czasach kiedy wyobraźnie nastolatków rozpalały Simsony, MZ-ty czy Jawy jego wybór był zdecydowanie oryginalny. Natomiast kiedy na świat przyszły dzieci właściciela, 49-tka okazała się doskonałą bazą dla pojazdu rodzinnego. Żeby poprawić jej możliwości przewozowe na bokach motocykla pojawiły się wojskowe skrzynki narzędziowe, które od tej pory pełniły rolę kufrów no i przede wszystkim wózek boczny. Paweł wybrał się po niego na koniec Polski, pod czeską granicę i po pewnych przeróbkach przytwierdził do IŻ-a.

Trzeba przyznać, że to wyjątkowo dobrze wyglądający zestaw. W celu ograniczenia naporów wiatru podczas jazdy na przodzie kosza pojawiła się nieoryginalna szyba. Po tej modyfikacji dzieci Pawła mogły cieszyć się jazdą razem z nim. W komfortowych warunkach przemierzały razem z ojcem kolejne kilometry dróg docierając na zloty i spotkania motoryzacji zabytkowej.

Po spędzeniu z właścicielem tego pięknego motocykla wielu godzin, przejechaniu wielu kilometrów i po obserwowaniu reakcji napotkanych po drodze ludzi rozumiem, co Paweł miał na myśli mówiąc, że taki zabytkowy motocykl z wózkiem bocznym generuje dużo uśmiechu z obu stron. Sprawia radość zarówno użytkownikom – kierowcy, pasażerom jak i obserwatorom, którzy najczęściej nie potrafią przejść obok IŻ-a bez odwrócenia głowy, zadania pytania czy zrobienia zdjęcia.

Paweł nie zdecydował się na stwierdzenie, że jest uzależniony od motoryzacji, ale pasji do starych pojazdów, którą bardzo wcześnie, jak przyznał, zaszczepił mu brat nie sposób mu odmówić.
Pod spodem zamieszczam krótką ankietę, o której wypełnienie będę prosił kolejnych pasjonatów, którzy będą się tu pojawiać. Na początek właściciel opisywanego IŻ-a.

Zapraszam również do obejrzenia filmu, na którym Paweł swoimi słowami opowie historię swojego motocykla.
A jeśli chcecie poczuć jak to jest prowadzić tak stary pojazd zapraszam do obejrzenia filmiku z przejazdu, bez komentarza.
