
Jaka jest 5-tka serii F10? Czy zmieniła się w porównaniu do poprzedniczki? Jakie ma wady i zalety? Co się w niej psuje?
Dzięki uprzejmości Michała dzisiaj siadamy za kierownicą BMW serii F10, żeby sprawdzić jakie to auto.
Ale zacznijmy od cofnięcia się w czasie.
Historia modelu

BMW F10 jest następcą bohatera poprzedniego wpisu czyli modelu E60. W tamtym artykule znalazło się kilka informacji o genezie serii 5 więc teraz jedynie małe uzupełnienie. Kontrowersyjna na początku, a potem dobrze przyjęta przez rynek E60-tka pod koniec lat 2000 zmierzała ku nieuchronnemu końcowi cyklu życia każdego modelu auta. Po siedmiu latach produkcji przyszedł czas na zmiany. Premiera serii 5 o kodzie F10 w wersji sedan miała miejsce w 2010 roku. Z biegiem czasu dołączył do niej touring czyli kombi, a potem odmiana GT. Po czterech latach nową piątkę poddano face liftingowi, by po kolejnych 3 zastąpić ją aktualnie produkowaną serią 5 o oznaczeniu G30.
Wygląd zewnętrzny

Po okresie wizualnych eksperymentów z początku wieku BMW postanowiło nawiązać stylistycznie do wcześniejszych rynkowych sukcesów. Nie wiem jak to widzicie, ale dla mnie seria F10 jest bardziej naturalnym jeśli chodzi o wygląd następcą E39 niż odważna w formie E60-tka. Nowożytna 5-tka jest masywna, pękata, raczej obła niż kanciasta i robi wrażenie bardzo muskularnej. Auta tej marki najbardziej podobają mi się zawsze w kolorze czarnym (jak większość aut w ogóle).

Biały w wielu wypadkach uważam nie za kolor, ale raczej za jego brak. Tutaj jednak jasna barwa nadwozia daje nam możliwość dostrzeżenia wszystkich detali, które w czerni po prostu giną. Tym bardziej że nie jest to biel z auta przedstawiciela handlowego, ale pięknie mieniąca się w słońcu perła. Taki lakier jest często wyróżnikiem luksusowych aut zza wielkiej wody. Nie inaczej jest w tym wypadku – auto przybyło do Europy ze Stanów. Wszystkich, którym zapaliła się teraz lampka z napisem Carfax uspokajam – sprawdzane przed zakupem raporty nie wykazały żadnych poważnych uszkodzeń. Ale wróćmy do wyglądu.

Piątka Michała jest wersją po liftingu. Jej przód zaczyna się szerokim grillem tak dobrze niegdyś wyglądającym w starych E34 i E32. Potem nasz wzrok przenosi się na maskę z bardzo wyraźnie zaznaczonymi przetłoczeniami. Zauważamy też światła, które znowu wyglądają zaczepnie, chociaż da się w nich dostrzec pewne podobieństwa do E60.

Boki auta przecinają biegnące wzdłużnie wyraźne linie, które przełamują trochę masywność sylwetki i świetnie wyglądają zwłaszcza w tylnej części nadwozia. Kończą się w połowie tylnych lamp, które również nawiązują do przeszłości i są zaprojektowane w kształcie spłaszczonej litery L, tak jak w latach 80-tych, chociaż oczywiście forma stała się bardziej nowoczesna.

Wnętrze
Kiedy otwieramy drzwi i zaglądamy do wnętrza przychodzi nam na myśl zdanie z pewnej polskiej komedii: tu jest jakby luksusowo. Połączenie czarnej i brązowej skóry, polerowane panele wykończeniowe deski, również w ciemno brązowym kolorze, akcenty dekoracyjne w odcieniu aluminium – całość nie pozostawia wątpliwości, z pewnością znajdujemy się w klasie premium.

Pomijając kwestie kolorystyki, bo to indywidualna sprawa, wnętrze F10 po prostu dobrze wygląda. Deska jest masywna jak całe auto, z instrumentami do sterowania rozlokowanymi w bardzo intuicyjny sposób. Ekran nawigacji i systemu iDrive jest bardzo schludnie zabudowany i nie sterczy jak budka suflera w starym teatrze, jak w niektórych nowych autach. No i wreszcie w przeciwieństwie do E60 jest gdzie odstawić kubek z kawą, a nawet dwa.

Jak już pewnie wspominałem nie jestem fanem współczesnej samochodowej ekranozy i cieszy mnie kiedy w aucie mogę jeszcze poużywać klasycznych pokręteł i przełączników. BMW daje taką możliwość w przypadku sterowania klimatyzacją, podgrzewaniem foteli czy zestawem audio. Również przełączanie trybów skrzyni biegów odbywa się przy pomocy klawiszy zlokalizowanych przy sterującym nią joysticku.

W autach takich jak to nie istnieje już właściwie pojęcie pełnego wyposażenia. Trudno znaleźć dwa identycznie skonfigurowane egzemplarze. W samochodzie Michała życie uprzyjemnia system keyless go, otwieranie bagażnika nogą, skrętne xenony, head up display i oświetlenie wnętrza typu ambient.

Silnik / skrzynia biegów
Silnik o kodzie N20 w tym BMW ma wiele obiecujące oznaczenie 528i. Niestety nie kryje się za nim charakterystyczne brzmienie 6 cylindrów, bo ta jednostka ma ich o 2 mniej. Przy pomocy turbiny generują one 245 KM i 350 Nm. Na papierze wygląda to obiecująco i w czasie jazdy nie rozczarowuje. 6,2 sekundy do setki to niegdyś poziom aut sportowych.

Skrzynia biegów to świetny produkt marki ZF o oznaczeniu 8HP. 8 przekładniowy automat działa naprawdę przyjemnie. Istnieją ludzie, którzy uważają za bezsensowne montowanie w osobowych autach więcej niż pięciu przełożeń, bo „przecież to nie ciężarówka”. Ale taka skrzynia to skarb. Doskonale uzupełnia osiągi silnika i dzięki szybkim i częstym zmianom dodaje autu dynamiki, jednocześnie pozostawiając obroty na niesamowicie niskim poziomie. Dzięki temu we wnętrzu podczas jazdy przez większość czasu panuje cisza, a spalanie w trasie przy zapiętym ostatnim biegu potrafi miło zaskoczyć. A zaskoczenie na plus w tak ciężkim aucie to około 8 litrów na setkę. Wynik miejski daje się podnieść niestety bez większego problemu do 10-12 litrów.
Jazda

BMW F10 jest autem niemałym i nielekkim. W zależności od wersji jego waga potrafi się zbliżyć do 2 ton. I tą masę czuć. Im większa felga i mniejszy profil opony tym łatwiej zrozumiemy, jak ciężką pracą wykonuje zawieszenie. Niezależnie od tego piątka F10 odseparowuje nas od otoczenia i od drogi trochę bardziej niż E60. Bawarczycy zdecydowanie postawili tutaj na luksus. To ciągle jest auto bardziej dla kierowcy niż pasażerów, ale kiedy podróżujemy otoczeni wygodami jak pączki w maśle, trochę odchodzi nam ochota na jazdę po krawędzi.

Bardzo przyjemne jest wspomaganie kierownicy, które daje wrażenie sprężystości w prowadzeniu przy niskich prędkościach będąc jednocześnie odpowiednio słabsze kiedy przyspieszymy.
Jeśli dobierzemy odpowiednią dla siebie pozycję, a tutaj preferuje się kierowców lubiących siedzieć nisko i głęboko, dostęp do wszelkich pokręteł i przełączników będzie wymagał jedynie lekkiego przesunięcia dłoni, trochę jak przy pracy z dobrze dopasowaną klawiaturą i myszką. Ręce spoczywają wygodnie na podłokietnikach, kierownica pewnie leży w dłoniach. Po prostu nie chce się wysiadać.
Serwis

BMW F10 jest już kolejną generacją tych niemieckich aut, w których właściwie wszelkie działania serwisowe zaczynają się od diagnostyki elektronicznej. Jednym słowem – bez komputera nie podchodź.
Samochody zaniedbane technicznie albo po licznych przygodach blacharskich potrafią rzucić wiązanką błędów od tych prozaicznych po te poważne, wymuszające kosztowne naprawy.
Temat przewodni ciągnący się od czasów E60 to pytanie czy łańcuch rozrządu trzeba wymieniać. A odpowiedź jest niezmienna – trzeba kontrolować stan jego naciągu i pojawiające się luzy. W N20 wstępna kontrola jest bardzo prosta, można ją przeprowadzić po odkręceniu korka wlewu oleju.
A jeśli już o tym mówimy – w tych motorach występowały problemy z pompą olejową, a konkretnie jej napędem. Myślę, że nie trzeba nikomu wyjaśniać czym może się skończyć choćby chwilowy brak smarowania w silniku.
Problemy potrafił sprawiać keyless go – bez kluczykowy system otwierania drzwi. Wymaga on czasem wymiany anteny.
Podsumowanie
BMW serii 5 F10 to świetnie wyglądające auto klasy premium, które oferuje to czego można po nim oczekiwać: dynamiczne przemieszczanie się w komfortowych warunkach. Jest przy tym trochę większe, cięższe i obszerniejsze niż poprzednicy. Bardziej komfortowe niż sportowe i bardziej dyrektorskie niż dresiarskie. Ciekawe czy za kilka lat będzie można o nim powiedzieć to samo.
A jeśli chcecie zobaczyć opisywane BMW w ruchu to zapraszam do obejrzenia tego filmu.
