TROCHĘ WIĘCEJ NIŻ HOBBY

Gdyby babcia miała koła… o samochodzie, który został z nami | Opel Astra 2.0 d

To nie jest do końca tekst o samochodzie. To raczej historia o członku rodziny. Takim, który nie mówi, nie narzeka, nie obraża się i od ponad szesnastu lat po prostu jest. Poznajcie babcię, to znaczy – Opla Astrę.

Astra weszła do naszego życia bez fanfar, konfetti i romantycznych okoliczności. Nie było tulipanów, wiatraków ani amsterdamskich kanałów w tle, choć – technicznie rzecz biorąc – poznaliśmy się w Holandii. Tyle że zamiast pocztówki z wakacji była giełda samochodowa w Utrechcie. Taka prawdziwa. Z samochodami, ludźmi… i targiem bydła tuż obok. Klimat raczej mało kolorowy, choć nie pozbawiony zapachów realnego życia.

opel astra 2.0 d babcia motoholizm

Samochód sprzedawał ją Holender. Oryginalny. Z akcentem, który brzmiał dokładnie tak, jak powinien brzmieć akcent Holendra sprzedającego Opla Astrę. Co samo w sobie było zaskakujące, bo zwykle handel samochodami w Europie Zachodniej wygląda tak, że handel autami zajmują się wszyscy, tylko nie miejscowi. Tu napotkałem wyjątek.

opel astra 2.0 d babcia motoholizm

Astra miała wtedy niecałe 200 tysięcy przebiegu. Wiem, wiem – wszystkie samochody w tamtych czasach miały „niecałe 200 tysięcy”. Ale ona miała coś jeszcze. Oryginalną książkę serwisową. Prawdziwą. Z wpisami, pieczątkami i bez kreatywnego dorabiania historii. Sprawdzona po powrocie do Polski okazała się uczciwym pojazdem, bez dramatycznych przejść w przesłości i bez spotkań z innymi autami czy przystankami.

I tak po prostu została.

Nie jako projekt. Nie jako pasja. Zwyczajnie, jako element codzienności. Astra nie była nigdy „moim samochodem”. Była naszym. Rodzinnym. Jeździła wszędzie, woziła wszystko i wszystkich. Była wtedy, gdy trzeba było pojechać do pracy, na zakupy, na wakacje, po kogoś, po coś, bez zadawania pytań i bez oczekiwań.

Z czasem przestała być samochodem. Stała się tłem. A to najwyższy stopień zaufania, jaki można dać maszynie. Nie ekscytowała, nie irytowała, nie wymagała atencji. Po prostu odpalała. I jechała.

opel astra 2.0 d babcia motoholizm

Jej największą zaletą była przewidywalność. Astra nie robiła niespodzianek. Nie miała ambicji. Nie próbowała być kimś innym. Wsiadałeś i wiedziałeś dokładnie, co się wydarzy. Dla wielu to wada. Dla rodziny – błogosławieństwo.

Z biegiem lat zaczęliśmy mówić o niej jak o kimś, nie jak o czymś. „Trzeba sprawdzić Astrę”. „Astra pojedzie”. „Astra jeszcze da radę”. Jakby była starszą panią, która może już nie biega maratonów, ale jest zawsze w pobliżu, gdy jej potrzebujesz.

opel astra 2.0 d babcia motoholizm

Dziś trudno spojrzeć na nią obiektywnie. Bo jak oceniać kogoś, kto był z tobą przez kawał życia? Astra to nie zbiór parametrów. To wspomnienia. Wyjazdy. Codzienność. Spokój.

I właśnie dlatego to nie jest tekst o Oplu Astrze. To tekst o tym, że czasem najbardziej niedoceniane rzeczy okazują się najtrwalsze. I że samochód, który nigdy nie był marzeniem, może stać się czymś znacznie ważniejszym. Częścią rodziny.

A wszystkim, którzy wolą oglądać niż czytać polecam film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *